"Wszyscy wiedzą", że mogło być lepiej [RECENZJA] [Relacja]

Co przyniosła nam skrzynka Prisma? Zobacz nowe skiny

„Arcydzieło”. „Spektakularny”. „Zjawisko”. Mam wrażenie, że te terminy na stałe zagnieździły się w języku tak filmowców, jak i dystrybutorów czy dziennikarzy. Zbyt łatwo dajemy się podejść, tym samym pomagamy pojęciom w dewaluacji. Komplementy i zachwyty powtarzane zbyt często, tracą wagę.

A jednak zdarza się, że ktoś jest Nim: Mistrzem. Twórcą o wyjątkowej wrażliwości, talencie i inteligencji, umiejącym ująć je w ramach ruchomego obrazu. Na przykład Ashgar Farhadi („Rozstanie”, „Klient”), laureat Złotego Niedźwiedzia, dwukrotny zdobywca Oscara. Irańczyk to jeden z canneńskich ulubieńców, a jego filmy zawsze wysoko zawieszają poprzeczkę konkurencji. Kolejny raz po zrealizowanej we Francji „Przeszłości” Farhadi zdecydował się na nakręcenie filmu poza granicami ojczyzny. Tym razem wybór padł na Hiszpanię, a w produkcję zaangażowały się także Francja i Włochy. Na planie zebrała się międzynarodowa ekipa profesjonalistów najwyższej próby, wśród nich m.in. stale współpracujący z Pedro Almodovarem operator José Luis Alcaine i kompozytor Alberto Iglesias, czy kostiumografka Allena i Amenábara — Sonia Grande. Przed kamerą jedna z najgorętszych tak medialnie, jak i zawodowo par w branży — Penélope Cruz i Javier Bardem.

Foto: Materiały prasowe


"Wszyscy wiedzą": kadr z filmu

Trudno mówić w przypadku „Wszyscy wiedzą” o porażce. Ale o rozczarowaniu — już tak. Farhadi po hiszpańsku stracił impet, błysk i przenikliwość. Co poszło nie tak?

„Wszyscy wiedzą” to opowieść o Laurze (Cruz), Hiszpance mieszkającej na co dzień w Buenos Aires. Kobieta po dłuższej nieobecności powraca do rodzinnej miejscowości na wesele siostry. Towarzyszą jej dzieci — mały synek i nastoletnia córka, męża (znany m.in. z „Dzikich historii” Ricardo Darín) zatrzymała sprawa służbowa. Pojawienie się Laury przynosi falę radości i optymizmu, ale bardzo szybko okazuje się, że sielankowa atmosfera mieściny i wszechobecne uśmiechy to pozór. Rodzina kobiety nie jest tak idealna, na jaką wygląda. Każdy jej członek zdaje się skrywać mniejszy lub większy sekret. Relacje z przyjaciółmi i sąsiadami zbudowane są na żalu, niewyjaśnionych zaszłościach, zawiści. Przez ściany słychać szepty o nieoddanych pieniądzach i skrywanych uzależnieniach. Ksiądz nawet podczas ślubu nie odpuści naciągania wiernych na datki, a beztroskie wspomnienia nastoletniej miłości nagle kiełkują poważnymi konsekwencjami. Tylko rodzicielska miłość do dzieci jest czysta — każde inne uczucie nosi jakąś skazę, ma ukryty interes lub wykorzystywane jest do manipulacji. Wszystko to wyleje się jak wiadro pomyj, gdy rodzinę spotka niespodziewana tragedia.

Mocą poprzednich filmów Farhadiego była jedna porażająco mocna historia, której twórca poświęcał ogromną porcję uwagi. Wątki poboczne, dopracowane i skonstruowane z chirurgiczną precyzją, były ważne i dopełniały kontekst, ale z szacunkiem meandrowały wokół dramaturgicznego centrum, nie naruszając jego struktury. Tym razem ilość personalnych zależności wydaje się chaotyczna i przytłaczająca, a kolejne odkrywane kto-z-kim-kiedy-i-jak zaburzają proces budowania napięcia.

Może to absurdalne, ale dla mnie wrażliwość Farhadiego, a także jego sposób konstruowania scenariusza i dialogów, po prostu nie pasują do języka i ekspresji Hiszpanów. Zwykle dyskretne i ascetyczne sceny milczenia, wygrywane gestem, tu często ocierają się o operę mydlaną. Cruz i Bardem bardzo się angażują — niestety nie zostali dobrze poprowadzeni. Ona radzi sobie doskonale z rolą kobiety rozdzieranej rozpaczą. Ma momenty genialne — jak gdy psychicznie rozsypana Laura wchodzi po schodach. Kamera filmuje powolne wspinanie się filigranowego cienia, który wydaje się należeć do ciała staruszki. Chwilami jednak Cruz gra za mocno i jej intensywność osuwa się w groteskę. Z Bardemem problem jest inny — niedopasowanie narzędzi do roli. Jego Paco to mężczyzna emocjonalny i wrażliwy, na którego w scenariuszu czyha wiele chwil cichych dylematów. Ekspresja Bardema nie pasuje do pomysłu Farhadiego na to, jak je rozgrywać. To otwiera drogę nieznośnej cukrozie i niepasującemu do tej poetyki patosowi. Osobne pytanie, które powraca przez cały film to, dlaczego Laura została z mężem. Grany przez Darina Alejandro jest nieciekawy, groteskowy i ma tyle problemów, że widz naprawdę nie jest w stanie pojąć, dlaczego wybrała go zamiast Paco. Inna sprawa, że Farhadi nie wspomina o tym, dlaczego w ogóle Laura opuściła rodzinne strony.

Problematyczny jest też niewystarczająco wyraźnie zrozumiały kontekst kulturowy. Jak zwykle Farhadi wplata w filmową opowieść wątki społecznie zaangażowane. Ważną rolę odgrywa tu temat kryzysu ekonomicznego w Hiszpanii, migracji zarobkowej i zmian struktury rynku pracy, leżących u podłoża wielu depresji, rozwodów i bankructw. Niestety „przeciętny widz” nie rozumie choćby, że organizowanie wesela w wiosce to znak problemów, bo widzi pocztówkowy folklor i tradycyjne tańce. Obce są mu też niuanse prowadzenia rachunków winnicy czy znaczenie różnic w statusie społecznym, które tak emocjonują bohaterów. W dobrym thrillerze psychologicznym — albo w każdym innym filmie Farhadiego — podstawą powinny być zawsze stopniowe budowanie napięcia, aż do zaskakującej, poruszającej kulminacji. Tym razem o tym, kto z kim i co będzie dalej „Wszyscy wiedzą” od mniej więcej 1/3 filmu. Napięcie opada, tylnymi drzwiami wkrada się obojętność. Tytuł filmu staje się proroczy i nie jest to proroctwo, na jakie czekaliśmy.


Czytaj więcej…

"Wszyscy wiedzą", że mogło być lepiej [RECENZJA] [Relacja]

"Wszyscy wiedzą" to opowieść o Laurze (Cruz), Hiszpance mieszkającej na co dzień w Buenos Aires. Kobieta po dłuższej nieobecności powraca do rodzinnej miejscowości na wesele siostry. Towarzyszą jej dzieci — mały synek i nastoletnia córka, męża …

Źródło: Onet.pl

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *