Walka o fotel szefa Komisji Europejskiej – z cienia wychodzi …

Walka o fotel szefa Komisji Europejskiej – z cienia wychodzi ...
  • Pomimo zaprzeczeń, widać, że Michel Barnier widzi siebie jako kompromisowego kandydata na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej
  • W Unii trwa spór czy o stanowisku przewodniczącego KE ma decydować większość w Parlamencie czy też decyzja należy do przywódców krajów członkowskich w ramach Rady Europejskiej
  • Jeśli to Rada będzie decydować, ignorując stanowisko Parlamentu, to szanse Barniera zdecydowanie rosną
  • Dwaj najpoważniejsi – w tej chwili – kandydaci to przewodniczący grupy Europejskiej Partii Ludowej, Manfred Weber oraz Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i kandydat grupy Socjalistów i Demokratów

Pod pretekstem utrzymania jedności wśród 27 krajów Unii w sprawie brexitu i kontynuowania konsultacji, Barnier – doświadczony francuski mąż stanu, który spędził dwie kadencje na stanowisku unijnego komisarza – prowadzi niezbyt subtelną kampanię, której celem jest zdobycie najwyższego stanowiska w UE: stanowiska, o którym myślał od dawna, a które teraz jest w jego zasięgu.

Na początku maja Barnier był na przykład w Chorwacji, gdzie spotkał się z premierem Andrejem Plenkovićem i innymi wysokimi przedstawicielami tego kraju. Zaś dzień wcześniej wygłosił przemówienie na politechnice w Monachium. Wybór Bawarii wyglądał na próbę śmiałego wkroczenia na teren Manfreda Webera, niemieckiego europosła, który jest kandydatem na stanowisko przewodniczącego Komisji z ramienia Europejskiej Partii Ludowej (EPP) – do której przecież należy także Barnier.

W pewnym momencie, kiedy Barnier mówił o tym, co musi zrobić UE, aby nie oddawać pola prawicowym populistom, wymsknęło mu się zdanie, które było niejako przyznaniem się do tego, o co mu chodzi: – W tym przemówieniu starałem się zaangażować obywateli w publiczną debatę dotyczącą tej kampanii…

Natychmiast zorientował się, co powiedział. Zamarł na chwilę i dodał: – Nie jestem jednym z kandydatów, ale staram się brać udział i mówić, co myślę. Taka jest moja rola, moja odpowiedzialność.

Niezależnie od tych zaprzeczeń, widać, że Barnier – który już raz bezskutecznie ubiegał się o nominację EPP, aby wystąpić w 2014 r. przeciwko kandydaturze Jeana-Claude’a Junckera – jednoznacznie przedstawia siebie jako kompromisowego kandydata na stanowisko przewodniczącego Komisji.

Jego atuty: to on wzmocnił jedność 27 krajów UE w obliczu zagrożenia, jakie stanowił brexit; jest konserwatystą, który jednak potrafił zbudować trwałe relacje z przywódcami całej Unii, należącymi do różnych partii politycznych; jest także doświadczonym urzędnikiem służby cywilnej, od lat na pierwszej linii frontu walki ze skrajnie prawicowym populizmem i eurosceptycyzmem.

Jego retoryka nie jest retoryką zatroskanego obywatela, ale kandydata prowadzącego kampanię.

W Monachium jego przemówienie początkowo skupiało się głównie na brexicie, później jednak Barnier zaczął mówić także o czterech filarach, które jego zdaniem mają kluczowe znaczenie dla przyszłości Unii. Są to: ekologiczny „new deal”, kwestie migracji, gospodarka (w tym szczególnie wyzwania wynikające z nowych technologii) oraz bezpieczeństwo.

– Jeśli będziemy działali samotnie, odpadniemy z gry – mówił. – Staniemy się tylko widzami. Ja nie angażuję się w politykę, żeby być tylko widzem. Musimy być aktorami!

Kiedy Weber i trójka pozostałych „głównych kandydatów” na przewodniczącego Komisji Europejskiej brali udział w debacie we Florencji, Barnier był w Valletcie. Spotkał się tam z premierem Malty, Josephem Muscatem, jednym z najważniejszych europejskich socjalistów, i z krajowymi parlamentarzystami. Odwiedził także największy port na wyspie, podobno po to, aby zwrócić uwagę na ogromną wartość unii celnej w ramach UE.

Trzy dni wcześniej, kiedy piątka głównych kandydatów spierała się ze sobą na zorganizowanej przez POLITICO debacie wyborczej w Maastricht, Barnier miał inną scenę tylko dla siebie: przemawiał na katolickim uniwersytecie w belgijskim Leuven. Ledwie napomknął tam o brexicie, ale za to skupił się na swojej optymistycznej, ambitnej wizji priorytetów Unii na najbliższe lata.

Spotkanie w Leuven zostało zorganizowane po części przy pomocy Josepha Daula, szefa EPP, który co prawda jest patronem Webera, ale pozostaje w bliskich stosunkach także z Barnierem.

Barnier i ścisła grupa jego wysoko postawionych doradców – weterani Komisji, ale także lojalni podwładni, którzy pracowali pod jego kierownictwem, kiedy obejmował kolejne stanowiska – zakładają, że obecne wybory wyłonią najbardziej rozdrobiony Parlament Europejski w całej historii Unii. Jeśli żadna z partii nie odniesie zdecydowanego zwycięstwa, to 28 szefom rządów tworzącym Radę Europejską łatwiej będzie odsunąć na bok system „wiodącego kandydata” z Parlamentu – znanego w Brukseli jako Spitzenkandidat – który wielu z nich i tak się nie podoba.

– On na pewno nie powie „nie”, jeśli Rada wyciągnie jego nazwisko i widać, że chce, aby go wezwali – mówi urzędnik Komisji dobrze znający Barniera. – Może się okazać, że będzie akurat pasował.

Barnier nigdy publicznie nie krytykował Webera, który nawet przez lojalnych członków EPP uważany jest za mało wyrazistego kandydata. Przeciwnie: chwalił kampanię Webera i proponował mu pomoc.

Jednak od czasu, kiedy jesienią w Helsinkach bawarski europoseł uzyskał nominację EPP, Barnier nie pojawił się na żadnym z jego ważnych spotkań. Zamiast tego wyraźnie cieszył się wolnością niezależnego niekandydata. Występował przed ważnymi zgromadzeniami, a jego podróże opłacane były przez Komisję Europejską jako część jego oficjalnych obowiązków związanych z brexitem.

Barnier szczególnie unika publicznego chwalenia systemu Spitzenkandidat, który niegdyś akceptował jako metodę usprawnienia demokracji w Unii. A Weber i jego zwolennicy wyraźnie widzą zagrożenie z jego strony…

Elmar Brok, doświadczony niemiecki europoseł, skrytykował Barniera za „mieszanie się” w kampanię. „Dawniej powiedziałoby się, że to nie są dobre, angielskie maniery”, powiedział w wywiadzie prasowym, używając niemieckiego idiomu, aby wyrazić niezadowolenie z zachowania Francuza. „Weber jest naszym kandydatem: on i nikt inny,” dodał.

Brok żądał również, aby przywódcy Unii respektowali system „wiodącego kandydata”: „Podobnie jak w roku 2014, chcemy, aby wybór przewodniczącego Komisji nie odbywał się w kuluarach,” powiedział. „Rada Europejska powinna dołożyć starań, aby nie został nominowany nikt inny. To byłoby naruszenie warunków umowy.”

System Spitzenkandidat został zastosowany w 2014 r., kiedy na stanowisko przewodniczącego wybrano Junckera. Przewiduje on, że Rada uznaje nominację kandydata partii, która posiada najwięcej miejsc Parlamencie Europejskim. Rada jednak zawiadomiła już, że system nie wiąże jej prawnie – mimo rezolucji Parlamentu, stwierdzającej, że powinien być stosowany.

Wysoki rangą urzędnik Unii potwierdził w rozmowie stanowisko Rady i wspomniał o dyskusji, jaką w ubiegłym roku toczyli przywódcy. – Doszli do porozumienia, że Rada Europejska nie może z góry zagwarantować, iż zaproponuje jednego z „wiodących kandydatów” na stanowisko przewodniczącego Komisji – powiedział, cytując przewodniczącego Rady, Donalda Tuska. – Ten proces nie działa automatycznie.

Główne ugrupowanie liberalne w PE, Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE), także sprzeciwia się temu systemowi, twierdząc, że nieuczciwie faworyzuje on EPP. ALDE oskarża konserwatystów o łamanie porozumienia w sprawie dopuszczenia międzynarodowych list kandydatów, co umożliwiłoby ogólnoeuropejską kampanię.

Zamiast tego wybory do Parlamentu zamieniają się w serię 28 konkursów na poziomie krajowym – dlatego liberałowie odmówili przedstawienia jednego kandydata.

Na niedawnym spotkaniu Rady w Sybinie w Rumunii, Tusk zaprosił premierów i prezydentów, aby spotkali się na nadzwyczajnym szczycie 28 maja, dwa dni po wyborach do PE. Powiedział im też, że jeśli ktokolwiek z nich ma jakieś prywatne aspiracje dotyczące wysokich stanowisk unijnych, to nadszedł czas, aby publicznie je ogłosić.

Tusk przypomniał im także, że to tradycja – a nie traktaty europejskie – skłania do poszukiwania jednomyślności, jeśli to tylko możliwe. Jedyne czego prawo unijne tu wymaga, to kwalifikowana większość.

Juncker na przykład został wybrany mimo zastrzeżeń ze strony Wielkiej Brytanii i Węgier. Innymi słowy: żaden kraj nie ma prawa weta, ale jeśli któryś z przywódców ma wymagania, które uznaje za niepodlegające negocjacjom, powinien je ujawnić – choć być może najpierw dobrze przemyśleć.

W 2014 r. przywódcy krajów UE spotkali się na czterech szczytach – w maju, czerwcu, lipcu i sierpniu – zanim podjęli ostateczną decyzję. Wspomniany wysoki rangą urzędnik mówi, że wyznaczony przez Tuska cel osiągnięcia porozumienia do końca czerwca wydaje się zbyt ambitny i że najprawdopodobniej potrwa to dłużej.

Dla Barniera i jego zwolenników najkorzystniejsza byłaby sytuacja, w której inni przywódcy dołączyliby do prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, przyjmując jego stanowisko: „Byle nie Weber”.

Macron, który chce stworzyć w Brukseli nową siłę o charakterze centrowo-liberalnym, sygnalizował już przez swoich doradców, że zdecydowanie sprzeciwia się kandydatowi EPP. Wystarczyłoby, aby na najbliższym szczycie przyłączyło się do niego kilku innych przywódców – zwłaszcza liberałów i socjalistów – aby Weber pozbawiany został szans na stanowisko.

Według sondażu POLITICO EPP ponownie zostanie największą partią w Europarlamencie, co zgodnie z systemem Spitzenkandidat miałoby jej dać pierwszeństwo zgłoszenia kandydata na przewodniczącego Komisji.

Ale zarówno EPP, jak i Partia Europejskich Socjalistów (PES), od dawna będące głównymi graczami w Brukseli, najprawdopodobniej stracą część mandatów, bo wyborcy mniej chętnie głosują dziś na największe ugrupowania. Macron, który własną kampanię prezydencką prowadził jako kandydat niezależny, nie czuje się związany z tradycyjnymi siłami politycznymi.

– Twierdzenie, że jedna partia ma podjąć decyzję, nie ma sensu – powiedział doradca francuskiego prezydenta podczas niedawnej wizyty w Brukseli. – Francuz nie może głosować na Webera.

Doradca dodał także, że Barnier mógłby być kandydatem kompromisowym. – Po negocjacjach w sprawie brexitu jest osobą powszechnie znaną – powiedział. – Ma także tę przewagę, że jest bardziej Europejczykiem, niż Francuzem. Stał się osobistością europejską.

W minioną środę Macron powiedział, że oczekuje kandydata z „doświadczeniem na najwyższym szczeblu rządowym lub na szczeblu Komisji Europejskiej” – co automatycznie wyklucza Webera.

Jednak Barnier może jednak natknąć się na kilka innych przeszkód.

Podobnie jak Weber czy Frans Timmermans – pierwszy wiceprzewodniczący Komisji i kandydat socjalistów – Barnier nigdy nie był głową państwa czy szefem rządu, co przez wiele lat było nieoficjalnym kryterium na stanowisko przewodniczącego Komisji. Poza tym 68-letni Barnier jest o niemal cztery lata starszy od Junckera, co może być problemem w czasie, kiedy wiele proeuropejskich głosów domaga się powierzenia tej funkcji młodszej, bardziej energicznej osobie. A jako kandydat z Europy Zachodniej nie przyczyni się do większego zróżnicowanie władz Unii.

Kanclerz Austrii, Sebastian Kurz, który w wieku 32 lat jest najmłodszym przywódcą krajowym w Unii i członkiem EPP, poparł Webera. Jednak w jednym z niedawnych wywiadów, mówiąc o przyszłości UE, Kurz nie upierał się przy kandydaturze Niemca – powiedział natomiast, że Europa potrzebuje „zmiany pokoleniowej na najwyższych stanowiskach”. Weber ma 46 lat.

W międzyczasie premier Węgier, Viktor Orbán – członek EPP – postawił kolejną potencjalną przeszkodę na drodze Webera, mówiąc, że nie będzie już go wspierać, po części z powodu szerszego rozłamu, który doprowadził EPP do zawieszenia członkostwa partii Orbána.

Kolejną nieprzewidywalną zmienną jest brexit, z którym nadal nie wiadomo co będzie.

Można by to uznać za ironię losu, gdyby szanse Barniera zostały wzmocnione przez Wielką Brytanię, której miało już w tej chwili nie być w Unii, ale przez wewnętrzne podziały i spory polityczne wciąż jeszcze tego nie zrobiła. A skoro na razie nadal jest członkiem UE, zachowuje możliwość wpływania na decyzje Wspólnoty.

Nominacja na stanowisko przewodniczącego Rady wymaga większości kwalifikowanej – a Wielka Brytania, trzeci co do liczby ludności kraj Unii, może mieć na tę decyzję duży wpływ (jeśli tylko nie wstrzyma się od głosu).

Choć niektórzy przedstawiciele UE i dyplomaci uważają, że Londyn nie będzie chciał brać udziały w tym procesie, jeden z naszych wysoko postawionych rozmówców mówi, że jak dotąd nie podjęto w tej sprawie żadnej wiążącej decyzji. Zgodnie z prawem, Wielka Brytania ma prawo głosu.

Niektórzy analitycy uważają, że gdyby Barnier został przewodniczącym Komisji, to mogłoby być dla Londynu najlepszą gwarancją, że Unia spełni wszystkie swoje zobowiązania wynikające z wynegocjowanej z Brukselą umowy o brexicie. Barnier z kolei, jako główny architekt tego porozumienia, ma osobisty interes w jego powodzeniu.

Jeden z brytyjskich dyplomatów powiedział, że choć nie jest jeszcze jasne, czy brytyjski rząd weźmie udział w obradach nad przyszłym przywództwem UE, to potencjalne korzyści płynące z objęcia tego stanowiska przez Barniera są rzeczywiście przedmiotem dyskusji.

Obecnie unijny zespół ds. brexitu nie ma wiele do roboty – może jedynie obserwować sytuację i czekać, kto po Theresa May obejmie tekę premiera i jakie w związku z tym będzie stanowisko Wielkiej Brytanii.

Na szlaku swojej nieoficjalnej kampanii Barnier wykorzystuje swoją pracę nad brexitem, by pokazać, że dobrze rozumie zagrożenia ze strony populizmu, przed jakimi stoi UE – nie tylko Wielka Brytania, ale cały kontynent.

– W ciągu ostatnich dwóch czy trzech lat prowadziłem te niezwykle złożone negocjacje, starając się zrozumieć, dlaczego 52 procent Brytyjczyków zagłosowało przeciwko Europie – powiedział w Monachium. – Ważne jest, aby to zrozumieć, bo ten strach, ten sprzeciw wobec Europy, jest taki sam w wielu regionach naszego kontynentu. W wielu regionach Francji, Belgii, Włoch…

Barnier podkreśla także swoje sukcesy w utrzymywaniu jedności pozostałych 27 krajów Wspólnoty, sugerując, że w przyszłości może to być jego atutem. – W ciągu ostatnich dwóch lat w każdej stolicy UE byłem przynajmniej trzy razy – mówił. – Przez ten dialog budowaliśmy jedność, które nie jest dana z góry ani przypadkowa. Budowaliśmy ją przez szacunek, słuchając się nawzajem i znajdując wspólną linię negocjacji. I uważam, że ta metoda powinna być stosowane także w przyszłości, w obliczu kolejnych wyzwań.

Redakcja: Michał Broniatowski

(pm)


Czytaj więcej…

Walka o fotel szefa Komisji Europejskiej – z cienia wychodzi …

Pomimo zaprzeczeń, widać, że Michel Barnier widzi siebie jako kompromisowego kandydata na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej; W Unii trwa spór czy o stanowisku przewodniczącego KE ma decydować większość w Parlamencie czy też …

Źródło: Onet.pl

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *