Chłopcy z zapałkami. Nowy Rammstein to najodważniejszy i jeden z …

Chłopcy z zapałkami. Nowy Rammstein to najodważniejszy i jeden z ...
  • Nowy album grupy Rammstein – po prostu „Rammstein” – od 17 maja w sklepach
  • To siódmy krążek najpopularniejszego niemieckiego zespołu metalowego ostatnich lat; promują go dwa single i teledyski – kontrowersyjny „Deutschland” i przebojowy „Radio”
  • W związku z premierą płyty mierzymy się z jej zawartością. Przypominamy też krótko największe osiągnięcia grupy, a także wracamy do głośnych skandali, jakie wywołała  
  • Zespół zagrał do tej pory w Polsce dwanaście koncertów – pierwszy w Warszawie w 1995 roku, a ostatni trzy lata temu we Wrocławiu. Kolejny raz odwiedzi nasz kraj 24 lipca, występując na Stadionie Śląskim w Chorzowie 

Ćwierć wieku działalności, siedem wydanych płyt, kilkanaście wielkich hitów i nie mniej skandali na koncie plus status jednego z najbardziej kontrowersyjnych zespołów muzycznego mainstreamu. Niemiecki Rammstein już wiele razy pokazywał, że jest w stanie nie tylko być na ciągłej fali – u samych naszych zachodnich sąsiadów rozeszło się ponad 13 mln egzemplarzy płyt formacji – ale też nieustannie zaskakiwać muzyką i szokować wizerunkiem. 

Grupa, trzeba przyznać, fonograficznie nie rozpieszcza swoich fanów, ale w ostatniej dekadzie chyba trochę pod tym względem przesadziła. Bo aż dziesięć lat przerwy między płytami? Jasne, że na pierwszym miejscu powinna być jakość, ale tu dość niebezpiecznie blisko było do wyczynów Guns’n’Roses. Co prawda, wokalista zespołu Till Lindemann uraczył nas cztery lata temu wspólnym albumem z Peterem Tägtgrenem, ale to się nie liczy. Nie dość, że „Skills in Pills” było solo, to jeszcze po angielsku. Wyszło nieźle, ale tak trochę bez ikry. 

Tym bardziej jest się więc z czego cieszyć. Nowy album, pierwszy wyprodukowany przez zespół wspólnie z Olsenem Involtinim (zastąpił Jacoba Hellnera), wypada na pewno ciekawiej niż na dwa poprzednie – „Rosenrot” (2005) i „Liebe ist für alle da” (2009). Co więcej, można śmiało stwierdzić, że po dekadzie przerwy zespół uraczył nas jedną ze swoich najlepszych płyt! 

Krążek, zatytułowany po prostu „Rammstein” (lub, wedle upodobań, tytułu w ogóle pozbawiony), prezentuje się doprawdy okazale. Jego pierwsza połowa przypomina zbiór największych przebojów, natomiast druga otwiera niemiecką maszynę na całkiem poważne brzmieniowe i muzyczne eksperymenty. Brzmi to inaczej niż wszystko, do czego grupa wcześniej nas przyzwyczaiła, a jednocześnie nadal jest to Rammstein. 

Z jednej strony muzyka prezentuje się bardzo metalowo, jak najbardziej w duchu Neue Deutsche Härte (nowej niemieckiej surowości i brutalności), bo niektóre z tych kawałków atakują nas z intensywnością karabinów maszynowych („Zeig dich”, „Tattoo”). Z drugiej jednak strony jest tu o wiele bardziej różnorodnie – panowie raczą nas dziecięcymi i kobiecymi wokalizami („Ausländer”, „Diamant”), instrumentami smyczkowymi („Diamant”), żeńskim chórem („Zeig Dich”), klimatami rodem ze ścieżek dźwiękowych z horrorów („Puppe”) i rasowego hard rocka („Weit weg”). 

Na tym nie koniec tych upiornych delicji. Kiedy trzeba, pojawia się nawiązanie do kraut rocka. Bo czyż drugi singiel, „Radio”, nie brzmi trochę jak Rammsteinowa wariacja na temat Kraftwerk? Skojarzeń jest więcej – rytm a la „Personal Jesus” Depeche Mode? To na pewno „Sex”. Stare dobre Ministry? Mamy to w „Tattoo”.

Utwory są ciężkie jak walec, ale równocześnie szalenie przebojowe i chwytliwe – trudno wyrzucić z głowy refreny „Radio” i „Ausländer”. Niemal cała druga płowa płyty przypomina słuchowisko, tylko niekiedy ubrane w industrialno-metalowe kalosze, zwieńczone majestatycznym i klimatycznym finałem w postaci „Hallomann”. Czterdzieści sześć minut mija jak z bicza strzelił – albo z pejcza, którym wokalista Lindemann nieraz się na scenie traktował. 

Ciekawe wrażenie robi okładka, kontrastująca choćby z makabrycznym zdjęciem hiszpańskiego fotografika Eugenio Recuenco, które zdobiło front poprzedniej płyty. Tu mamy skromną zapałkę. Świat u progu wielkiego pożaru? Zapewne. Ale ten wzniecony zostaje także muzycznie.

Rammstein jest grupą, która zna promocyjną moc skandalu w muzyce, uwielbia więc szokować, często przy tym przekraczając różne granice. Robiła to od początku swojego istnienia, robi i ostatnio. W teledysku pierwszego singla nowego krążka, „Deutschland”, muzycy wystąpili w obozowych strojach, z pętlami na szyi, co wywołało oburzenie w wielu krajach, włącznie z Polską. Rammstein wprost oskarżono o „profanację Holokaustu”, a w Rosji zagrożono nawet odwołaniem dwóch letnich koncertów, w Moskwie i Petersburgu. 

Zamieszanie się opłaciło – raz, że teledysk na YouTube tylko w ciągu kilku dni obejrzano ponad 29 mln razy (a dziś już ponad 50 mln), a dwa – znowu wszyscy mówili o Rammstein. I mówią nadal. Wraz z premierą nowej płyty jest spora szansa, że znowu będą także muzyki Rammsteina słuchać. 

Rammstein istnieje od 1994 roku. Swoją nazwę zaczerpnął od niemieckiego miasta Ramstein. Nieprzypadkowo. W 1988 roku, podczas pokazów lotniczych Air Show w amerykańskiej bazie Ramstein-Miesenbach doszło do potwornej katastrofy – trzy samoloty Aermacchi MB-339 włoskiej grupy Frecce Tricolori zderzyły się ze sobą w trakcie wykonania akrobacji „przebite serce”. Życie straciło 70 osób, a blisko 1000 zostało rannych, w tym 346 ciężko. 

W skład zespołu, który początkowo nazywał się Rammstein Flugschau, wchodzą od początku Till Lindemann (wokal), Richard Z. Kruspe (gitara), Paul Landers (gitara), Christoph Schneider (perkusja), Oliver Riedel (gitara basowa) i Christian Lorenz (instrumenty klawiszowe).

Pierwszy album, „Herzeleid” („Przebite serce”), ukazał się w 1995 roku. Już wtedy zespół miał wypracowane własne brzmienie – proste, marszowe, konkretne, z silnie zaakcentowanymi ciężkimi gitarami i elementami elektroniki. Nie brakowało w tym melodii, do której doskonale pasował przypominający melodeklamację styl wokalny Lindemanna, śpiewającego bardzo charakterystycznym, niskim, ale i zróżnicowanym głosem. Teksty? Głównie mroczne, a niekiedy i bardzo perwersyjne treści. Z małymi wyjątkami po niemiecku, języku twardym, świetnie się w Rammsteinowej konwencji sprawdzającym. 

Pierwsze single, „Du riechst so gut” i „Seemann”, uczyniły z zespołu krajową sensację – dopiero drugi krążek, „Sehnsucht” z 1997 roku, promowany utworami „Engel” i „Du Hast”, stał się sensacją światową. 

Karierze grupy pomogły liczne koncerty w Europie (także w Polsce), a nawet w Stanach, gdzie „Sehnsucht” pokrył się platyną. Ważne było umieszczenie dwóch jej piosenek – „Heirate mich” i „Rammstein” – na ścieżce dźwiękowej filmu Davida Lyncha „Zagubiona autostrada”. To głównie zasługa zafascynowanego Rammsteinem producenta płyty Trenta Renzora.

Kolejne albumy, „Mutter” (2001) i „Reise, Reise” (2005), wzmocniły pozycję zespołu – z tego pierwszego pochodził jeden z najpopularniejszych kawałków Rammstein, „Sonne”, a z kolejnego dwa równie przez fanów lubiane: „Mein Teil” i „Amerika”, szydząca z amerykańskiego stylu życia i jego wpływu na europejską kulturę. Utwór zaśpiewany był częściowo w języku „Denglish”, co jest potocznym określeniem niemieckiego żargonu nadużywającego słów i konstrukcji zapożyczonych z angielskiego.

Skandale to drugie imię Rammstein niemal od samego początku istnienia zespołu – to one sprawiają, że co bardziej nobliwa część opinii publicznej najchętniej wysłałaby całą tę niemiecką załogę do wszystkich diabłów. Takie jak niesławne imitowanie przy pomocy wibratora homoseksualnego stosunku w trakcie utworu „Bück dich”, czyli „Pochyl się” – w lipcu 1999 roku Lindemann i Christian Lorenz spędzili z tego powodu noc w amerykańskim areszcie.

Przez otoczkę, jaka towarzyszy zespołowi, niektórzy nadal traktują go nie jak normalną grupę, a wygłup. Ekstrawagancję, cyrk czy ciekawostkę, której nie ma co brać na serio. Kto jednak zna jej płyty i chociaż raz był na koncercie, dobrze wie, że nic bardziej mylnego. 

„Deutschland” nie jest pierwszym teledyskiem Rammstein, który wywołał w wielu kręgach zgorszenie lub zniesmaczenie. I zapewne nie ostatnim. Czy się zespół lubi czy nie, trzeba przyznać, że ekstrawaganckich pomysłów mu nie brakuje. Z tego powodu chyba z połowę klipów zespołu nazywano obrazoburczymi, z „Mein Teil” (kanibalizm), „Mann gegen Mann” (nadzy kulturyści) i „Stripped” na czele. W tym ostatnim panowie wykorzystali fragmenty filmu „Olimpiada” (1938) autorstwa Leni Riefenstahl – wybitniej reżyserki, która w okresie III Rzeszy kręciła filmy propagandowe („Zwycięstwo wiary”, „Triumf woli”). 

Użycie sugestywnych aryjskich obrazków w „Stripped” sprawiło, że członków zespołu zaczęto oskarżać o fascynację faszyzmem, nazizmem i skrajnymi ruchami prawicowymi. Sami muzycy odpowiadali, że to absurd, przekonując, iż ich jedynym politycznym utworem jest „Links 2-3-4” z płyty „Mutter”, skądinąd te posądzenia wyśmiewający. 

Z czasem członkowie zespołu zmienili jednak swoje podejście do „Stripped” – nie do samej piosenki, która jest coverem Depeche Mode, a do teledysku. 

– Moja córka, najważniejsza osoba w moim życiu, przyszła do mnie z pytaniem: „Powiedz mi tato, czy grasz w nazistowskim zespole?”. Wtedy zrozumiałem, że przesadziliśmy – wyznał po latach Lindemann. – Z punktu widzenia estetyki była to świetnie zrobiona rzecz – dodał Christoph Schneider, przyznając jednak, że szybko zdał sobie z kolegami sprawę z popełnionego błędu. – Nie spodziewaliśmy się takich reakcji. Niestety, polityka i sztuka krzyżują się czasem w bardzo niebezpieczny sposób…

Dziesięć lat temu, przed premierą albumu „Liebe ist für alle da”, grupa wypuściła teledysk „Pussy”, w którym posunęła się jeszcze dalej. O ile sam utwór, mimo odważnego tekstu [„You’ve got a pussy, I have a dick, So, what’s the problem, Let’s do it buick”] niczym specjalnie nie szokował, towarzyszące mu obrazki już jak najbardziej. Przynajmniej biorąc pod uwagę dotychczas obowiązujące w branży kanony. 

Klip zaczyna się stosunkowo niewinnie – muzycy, każdy w osobnym pokoju, obściskują się z ubranymi w lateks damami dość wątpliwej proweniencji. Po chwili jednak impreza zamienia się rasową pornograficzną fiestę. Widać więc więcej niż pozwalają ramy najbardziej nawet odważnych filmów erotycznych.

Skąd Rammstein wziął akurat taki pomysł na promocję? Przecież wiadomo, że żadna szanująca się stacja, włącznie z kanałem YouTube, tego nie puści, nawet w godzinach nocnych. – Pomyśleliśmy, że tym razem zrobimy coś zupełnie innego – tłumaczył w rozmowie z „Kerrangiem!” Richard Z. Kruspe. – Wysłaliśmy piosenkę naszemu ulubionemu reżyserowi teledysków Jonasowi Akerlundowi. Po trzech godzinach odpisał: „Chłopaki, zróbmy rewolucję, nakręćmy porno!”. Spojrzałem na nasze twarze… Na wszystkich pojawił się wielki uśmiech.

„Pussy” okazał się marketingowym strzałem w dziesiątkę. W ciągu dwóch tygodni od premiery klip obejrzało – na wykupionej przez zespół podstronie jednego z portali dla dorosłych – dwanaście milionów osób. Piosenka była też pierwszym numerem 1 zespołu na niemieckich listach przebojów.

Zespół zagrał do tej pory w Polsce dwanaście koncertów – pierwszy w Warszawie w 1995 roku, a ostatni trzy lata temu we Wrocławiu, na festiwalu „Capital of Rock”. Kolejny raz odwiedzi nasz kraj 24 lipca w ramach „Europe Stadium Tour 2019”. Nazwa trasy zobowiązuje, więc koncert odbędzie się na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Koncertowa wyprawa Niemców rozpocznie się 27 maja w Gelsenkirchen, a zakończy 24 sierpnia w Wiedniu. 

Warto będzie się wybrać do Chorzowa, bo Rammstein proponuje na żywo przedstawienia spektakularne i pełne rozmachu. Składa nimi hołd kultowi męskości i siły, zachwycając oprawą i scenografią godną superprodukcji z Hollywood. Towarzyszy im marszowa choreografia, mogącą kojarzyć się z totalitarnymi z paradami, jak i wiele innych stałych elementów, włącznie z sadomasochistycznymi smyczami, buchającymi w dosłownie każdym utworze ogniami i miotaczami płomieni, pasami szahida, a także wielkimi ruchomymi kopułami. Zamiłowanie zespołu do efektów pirotechnicznymi w pierwszym okresie jego działalności doprowadziło nawet do paru niegroźnych pożarów. 

Prowokacja, skandal i ekstrawagancja… Rammstein ma wiele drugich imion, ale warto pamiętać, że wszystko to osadzone jest w pewnej konwencji, którą należy najczęściej traktować z przymrużeniem oka, jak wiele horrorów. Na szczęście nie ginie w niej to, co najważniejsze, czyli muzyka. I nowy album w stu procentach to potwierdza.


Czytaj więcej…

Chłopcy z zapałkami. Nowy Rammstein to najodważniejszy i jeden z …

Krążek, zatytułowany po prostu "Rammstein" (lub, wedle upodobań, tytułu w ogóle pozbawiony), prezentuje się doprawdy okazale. Jego pierwsza połowa przypomina zbiór największych przebojów, natomiast druga otwiera niemiecką maszynę na całkiem …

Źródło: Onet.pl

Rammstein wydał właśnie długo oczekiwany album! [recenzja]

Minęła dekada od premiery płyty Liebe ist für alle da, niemniej jednak Rammstein nie dał o sobie zapomnieć. Regularne występy, dopracowany – dla wielu kontrowersyjny – wizerunek i roztaczająca się wokół magia. Wie o tym każdy, kto chociaż raz był na …

Źródło: Kulturalne Media – Porozmawiajmy o kulturze! (Satyra) (komunikaty prasowe) (Blog)

RammsteinRammstein [RECENZJA]

Ausländer to Rammstein lubiący gmerać kijem w mrowisku – zarówno w tekście, jak i w muzyce, w której wybija się dyskotekowy syntezator oraz toporny rytm. Ciągnie to bardziej w stronę solowych dokonań Lindemanna, więc to pewnie on był siłą sprawczą …

Źródło: Teraz Muzyka

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *