"Black Mirror" pokazuje nieco jaśniejsze oblicze w 5. sezonie …

Wybory do Parlamentu Europejskiego 2019. Godziny otwarcia lokali ...

5. sezon „Black Mirror” pyta widzów o to, gdzie kończy się człowieczeństwo. To pytanie dotyczy nie tylko tego, kim może stać się postczłowiek i jak ta transformacja się dokona, ale także, czy ten proces, w którym korzystamy z dobrodziejstw nowych technologii, przyczyni się do zerwania człowieka z ludzką moralnością. 

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Charlie Brooker i Annabel Jones wracają, by w 5. sezonie „Black Mirror” na nowo skonfrontować widzów z ich przyszłością i – co bywa jeszcze bardziej przerażające – teraźniejszością. W trzech odcinkach, które składają się na tegoroczną serię, stawiają śmiałe pytania o to, gdzie kończy się bycie człowiekiem, własnym „ja”, a także co o tej granicy końca człowieczeństwa, bycia samym sobą, miałoby świadczyć.

W „Striking Vipers”, w którym w głównej roli wystąpił Anthony Mackie (znany m.in. z filmów Marvela – wcielił się w Falcona), oraz w „Rachel, Jack i Ashley Too”, gdzie zagrała Miley Cyrus, portretując niejako samą siebie, bo gwiazdę muzyki pop, mamy do czynienia z kwestią ciała i samoświadomości. Czy opuszczając swoje ciało, nadal pozostajemy sobą i czy nasze nowe wcielenie może sprawić, że mamy inne pragnienia? Z drugiej strony – czy to nie nasze wnętrze stanowi o nas samych, a powłoka, którą przywdziewamy, to tylko obudowa… jaźni?

„Striking Vipers” – twórcy zmierzyli się tu z tematem wirtualnej rzeczywistości i gier wideo – i „Rachel, Jack i Ashley Too” – tutaj z kolei część procesów mózgowych gwiazdy muzyki zostaje odwzorowana i zaimplementowana do małego robota-zabawki, który jest jej mini-wersją dostępną dla każdej fanki – pokazują, że nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. I właściwie żadna z nich nie jest gorsza od drugiej – oczywiście, obie okupione są niebezpieczeństwami, strachem o utracenie własnego „ja”. A to rodzi kolejne pytanie, aktualne i w świecie bez robotów czy wirtualnej rzeczywistości – kiedy tak naprawdę tym „samym sobą” jesteśmy?

Szczęście i wyzwolenie muszą zmierzyć się ze strachem, zniewoleniem, kontrolą, wolność z chęcią postępu i tak dalej, i tak dalej. Chciałoby się powiedzieć – coś za coś. I to zwykle przychodzi do głowy po seansie „Black Mirror”. Coś za coś. A człowiek, ludzkość muszą znaleźć dobre proporcje pomiędzy rozwojem a stabilizacją, bo to ona – nawet jeśli nie dla wszystkich jest gwarantem szczęścia – pozwala rozumieć świat, mieć jakąkolwiek pewność w niepewności o jutro.

W odcinku „Smithereenowie” – tu w roli głównej wystąpił Andrew Scott (Jim Moriarty z „Sherlocka”) – pytanie o człowieczeństwo, o bycie „ludzkim”, rozumiane bardzo dosłownie, sprowadza widzów na ziemię po obcowaniu z VR-em w poprzednim epizodzie. Mamy tutaj do czynienia z korporacją i szalonym taksówkarzem. Ten postanawia za wszelką cenę porozmawiać z człowiekiem, który w niej pracuje. Konsekwencje będą dramatyczne.

Postać, którą zagrał wspomniany już Scott, jest dwuznaczna. Z jednej strony to bohater tragiczny – współczujemy mu z całego serca. Z drugiej zaś strony to ktoś, kto budzi naszą odrazę, przeraża nas, wydaje się nieludzki. A kiedy poznamy kolejne wydarzenia i jego przeszłość, to, co nazywamy moralnością i jak chcemy o niej myśleć, nagle zaczyna nie być takie oczywiste. Bohater, człowiek podziwiany też może mieć sporo za uszami, jeśli tylko posłuchamy przez chwilę szaleńca. Szaleńca, który – być może – nie jest wcale taki szalony. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że świat zmienia się w zastraszającym tempie, a tym samym zwiększają się pola, za które człowiek jest odpowiedzialny.

Problemy, z jakimi mierzą się bohaterowie i tym samym my przed ekranami telewizorów, tabletów czy smartfonów, wydają się nie do rozwiązania – dotykają filozofii, etyki. Nie sposób wydać wyroku w sprawie bez skonfrontowania się z wątpliwościami – te kwestie sięgają dalej niż tzw. „chłopski rozum”.

Porównując go do poprzednich serii, mam poczucie, że twórcom nie udało się „przekroczyć samych siebie”. Ponownie dostajemy te same dylematy, tylko ubrane w nieco inne szaty. W trakcie oglądania nowych odcinków słyszymy gdzieś echo dawnych pomysłów – w „Strinking Vipers” jest coś z „San Junipero” i „Wersji próbnej”, w „Smithereenowie” czuć podobny klimat do „Hymnu państwowego” czy „Zamknij się i tańcz”, a w „Rachel, Jack i Ashley Too” jest trochę z „Waldo” i może ciut z „Piętnastu milionów”.

Ogląda się go nieźle – najlepszym odcinkiem jest „Striking Vipers”, który zasługuje na notę o dwa oczka wyższą niż cały sezon. Z kolei najsłabiej wypada epizod z Miley Cyrus – choć jest całkiem zabawny, całość nie do końca mnie przekonuje pod względem samego pomysłu i jego realizacji w tym „przyszłym świecie”. Trąci pewną naiwnością, wydaje się niedopracowany.

I nie chodzi o to, że dostaliśmy zaledwie trzy odcinki – pierwsze rewelacyjne (i chyba jak dotąd najlepsze) sezony antologii też liczyły trzy czy cztery epizody. Być może problem polega na tym, że to formuła powoli się wyczerpuje? Sprawdzimy to, o ile doczekamy jeszcze nowych odcinków, w 6. sezonie. Teraz jeszcze jest „nieźle”, choć liczyłam na nieco więcej.


Czytaj więcej…

W 5. sezonie „Black Mirror” słychać echo tych samych pomysłów …

5. sezon „Black Mirror” pyta widzów o to, gdzie kończy się człowieczeństwo. To pytanie dotyczy nie tylko tego, kim może stać się postczłowiek i jak ta transformacja się dokona, ale także, czy ten proces, w którym korzystamy z dobrodziejstw nowych technologii …

Źródło: Spider’s Web

"Black Mirror" pokazuje nieco jaśniejsze oblicze w 5. sezonie …

Bo bynajmniej nie jest tak, że "Black Mirror" zamieniło się w 5. sezonie w jakiegoś rodzaju cukierkową rozrywkę, która zawsze kończy się happy endem. Spokojnie, do tego stanu produkcji Netfliksa jeszcze daleko i jak potrafiła wywoływać w nas wewnętrzny …

Źródło: Serialowa (komunikaty prasowe)

„Czarne lustro”: Jutro dzieje się dzisiaj

Black Mirror” wzbudza podziw nie tylko u krytyków i zwyczajnych widzów, lecz także u pisarzy takich jak Stephen King. Po dwóch sezonach emitowanych na brytyjskim Channel 4 projekt przejęła międzynarodowa platforma Netflix. Wzrósł budżet, a sezony …

Źródło: Vogue Polska (komunikaty prasowe)

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *