Agata Buzek w upiornej rymowance. "Ciemno, prawie noc" od dziś …

Kamil Grosicki trafi do AC Milan? Wielka WTOPA Włochów

Borys Lankosz w polskiej kinematografii zdążył do tej pory zapisać się jako uważny dokumentalista, gatunkowy eksperymentator i diagnosta mocno zakorzenionych w historii, trawiących nasz naród od środka bolączek i traum. W „Radegast” (2008) pokazał losy Żydów z łódzkiego getta, w nagradzanym „Rewersie” (2009) przystawił krzywe zwierciadło PRL-owskiej Polsce czasów stalinowskich, a w „Ziarnie prawdy” (2015) odkrywał kryminalne tajemnice Sandomierza.

Lokalnego kolorytu, kontekstów społecznych i mieszanki stylu oraz formy nie jest pozbawione również jego najnowsze dzieło. „Ciemno, prawie noc” to podróż do ponurego, targanego biedą i tragediami Wałbrzycha, w którym – jak zdaje się sugerować film – skumulowane jest całe zło tego świata.

Owa nihilistyczna i śmiała teza miała być zapowiedzią ciekawej dyskusji o tym, czy w miejscu, gdzie na porządku dziennym są gwałt i przemoc wymierzone głównie w dzieci, można powstrzymać zmierzch człowieczeństwa. Okazało się jednak, że poza potwierdzeniem istnienia powszechnej moralnej zgnilizny, reżyser i jego bohaterowie nie mają widzom zbyt wiele do przekazania. Całą resztę musimy sobie dopowiedzieć sami albo doczytać w głośnej powieści Joanny Bator, na kanwie której powstał film.

W obu dziełach najważniejszą postacią w fabule jest dziennikarka Alicja Tabor (Magdalena Cielecka), która wraca na Dolny Śląsk do rodzinnego miasta, by napisać reportaż o zaginionych w niewyjaśnionych okolicznościach dzieciach. Wałbrzych nie stosuje wobec bohaterki żadnej taryfy ulgowej i usilnie próbuje zniechęcić ją do dłuższego pobytu za sprawą wszechobecnej brzydoty i ubóstwa, niezbyt chętnych do pomocy w śledztwie mieszkańców ukrywających w piwnicach i króliczych norach przerażające sekrety, a przede wszystkim wyzierających z każdego kąta i zakamarka bolesnych wspomnień z dzieciństwa, z którymi Alicja wbrew początkowym intencjom będzie musiała wkrótce stawić czoła.

Fot.: Materiały prasowe

Tabor jest trochę jak Camille Preaker (Amy Adams) „Ostrych przedmiotach” albo agent Cooper w „Twin Peaks”. Ląduje, jak kij w mrowisku, i staje się zakładniczką prowincjonalnej degrengolady, gdzie dzieją się rzeczy niepojęte, a zbrodnie rozprzestrzeniają się niczym wielka zaraza, z której nikomu nie udaje się wyjść bez szwanku. W odróżnieniu jednak od serialowych protagonistów w centrum zainteresowania polskiej reportażystki nie znajduje się charakterystyczne dla konwencji kryminału i thrillera odnalezienie sprawców i ewentualne zrozumienie ich motywacji, lecz próba przerwania wszechobecnego kręgu zła. Zła, które w Wałbrzychu determinują echa przeszłości, krew przelana na terenach Ziem Odzyskanych i odwieczna zależność ofiary od kata. „Ciemno, prawie noc” dobitnie pokazuje, że ten, kogo skrzywdzono, będzie odtąd krzywdzić innych – zgwałcona matka wykorzysta córki, katowany przez ojca-alkoholika brat wyżyje się później na siostrze – i tak dalej.

Przy obrazowaniu tych potworności łatwo popaść w przesadny naturalizm lub tabloidową sensację. W książce owe ryzyko Joanna Bator starała się z całkiem zadowalającym czytelnika skutkiem rozwiązać dzięki wprowadzeniu nowoczesnej i odważnej baśniowej stylistyki. Ten sam zabieg postanowił wykorzystać Borys Lankosz. Wydarzenia przedstawione w filmie bez przerwy więc balansują na granicy jawy i snu, fantazji i prawdy. Retrospekcje mieszają się tu ze współczesnością, a postaci wymyślone z faktycznie istniejącymi.

Najważniejszym budulcem owej onirycznej, niepokojącej atmosfery jest przede wszystkim budząca grozę muzyka i zabiegi wizualne – ciemna kolorystyka, której nie jest w stanie rozjaśnić nawet najczystsze dzienne światło, wyłapujące detale kadry Marcina Koszałki i sceneria – zarówno miejska, jak i leśna – sprawiająca wrażenie wyludnionej. Jednakże, o ile strona techniczna w kreowaniu baśniowego klimatu prezentuje się na wysokim poziomie, to już scenariusz za powieścią Bator całkowicie nie nadąża.

Borys Lankosz na łamach „Newsweeka” wspominał, że już sam jego pomysł na przełożenie na film specyficznego języka i świata stworzonego przez pisarkę nie spotkał się z entuzjazmem środowiska. „Doświadczyłem mnóstwo protekcjonalnej pobłażliwości, powtarzano mi: „Wierzymy w talent, ale zajmij się czymś łatwiejszym niż proza Bator”. Filmowiec tych rad nie posłuchał, ale, choć jego ambicje budzą podziw, po seansie „Ciemno, prawie noc” łatwo zrozumieć, dlaczego otrzymał tyle przestróg.

Film nie radzi sobie bowiem z wielowątkowością literackiego pierwowzoru, łatwo gubi puenty, a przede wszystkim razi całkowicie nieprzystosowanym do obrazu kinowego, nienaturalnym językiem postaci. Monologi – nawet jeśli wygłaszane przez znakomitych opowiadaczy, jak Jerzy Trela – całkowicie studzą emocje i odbierają ochotę na dalsze śledzenie losów bohaterów, a w dodatku irytują obecnością powtarzających się frazesów.

Wydaje się, że autora filmu zgubiła formalna i gatunkowa odwaga, z jaką chciał się zmierzyć, co oczywiście nie oznacza, że we współczesnym kinie nie chcielibyśmy oglądać eksperymentalnej sztuki. Problem tkwi w jednak tym, że baśń dla dorosłych w wykonaniu Lankosza zamiast kreatywnej deformacji, która uwypukliłaby ludzkie zwyrodnienia i fantazję zdolnego filmowca, tworzy płytką karykaturę rzeczywistości, marnotrawiąc potencjał gatunkowych rozwiązań.

To samo dotyczy obsady. Co prawda, Magdalena Cielecka w pierwszoplanowej roli wypada znakomicie, ale możliwości reszty, skądinąd świetnych i cenionych aktorów, pozostają zupełnie niewykorzystane. Nie do końca rozumiemy, dlaczego w ogóle w filmie pojawia się Marcin Dorociński, którego rola sprowadza się w zasadzie do odegrania sceny seksu (jedynej, gdzie do zbliżenia dochodzi za zgodą obu stron) z główną bohaterką i mało zresztą spektakularnej bójki z pedofilem-porywaczem. Po wyjściu z kina łatwo też zapomnieć, że na ekranie pojawili się Dawid Ogrodnik, Dorota Kolak czy Agata Buzek, a więc wielkie talenty polskiego kina, które nie raz zachwyciły nas na wielkim ekranie.

Łatwo odnieść wrażenie, że nowy film Lankosza stanowi przede wszystkim dowód na to, jak specjaliści od PR-u skutecznie wodzą publikę za nos, kusząc na plakatach i w trailerach gwiazdorską obsadą, hasłami o ekranizacji bestsellera i atrakcyjnym wątkiem zbrodni. Wiadomo – tak działa reklama, jednak po seansie stwierdzenie „a miało być tak pięknie” samo ciśnie się na usta, w dodatku widzowie mogą poczuć się oszukani, bo „Ciemno, prawie noc” promowany jako połączenie thrillera i kryminału, ledwie ociera się o te gatunki. Całkiem możliwe, że gdyby faktycznie wątek zbrodni, śledztwa i kary został wyeksponowany przez Lankosza najbardziej, mielibyśmy do czynienia z kinowym hitem. A tak, dostaliśmy tylko niezły, nieco rozczarowujący film.

Czytaj także: Polska sztuka seksizmu. Dlaczego artysta chce być kobietą?


Czytaj więcej…

"Ciemno, prawie noc" w kinach od 22 marca

To jest film o niewoli powtórzeń, o tym, że to zło jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. W zakończeniu jest nadzieja, szansa, żeby z tego kręgu zła się uwolnić – mówi w TOK FM Borys Lankosz, reżyser mającego dziś premierę filmu 'Ciemno, prawie …

Źródło: tokfm.pl

Ciemno, prawie noc”. Pogubiłem się w tym lesie. RECENZJA

tak brzmi fragment książki Joanny Bator „Ciemno prawie noc”, reklamujący adaptację w wersji Borysa Lankosza. Upiorna rymowanka dobrze oddaje opis tego filmu. Niestety nie w sensie pozytywnym. Ten czarny, czarny scenariusz wpędził mnie do tak …

Źródło: wPolityce.pl

Twin Peaks na Śląsku. Recenzja filmu „Ciemno, prawie noc

Lokalnego kolorytu, kontekstów społecznych i mieszanki stylu oraz formy nie jest pozbawione również jego najnowsze dzieło. „Ciemno, prawie noc” to podróż do ponurego, targanego biedą i tragediami Wałbrzycha, w którym – jak zdaje się sugerować film …

Źródło: Newsweek Polska

"Ciemno, prawie noc", czyli powrót do Wałbrzycha, z którego …

Ciemno, prawie noc” to film, który powstał na podstawie książki pochodzącej z Wałbrzycha Joanny Bator, laureatki nagrody Nike. Opowiada historię dziennikarki Alicji Tabor, która po latach wraca do rodzinnego miasta, by napisać reportaż o zaginionych …

Źródło: Wroclaw.Wyborcza.pl

"Ciemno, prawie noc" to jest zły film [RECENZJA]

Pod wieloma względami, "Ciemno, prawie noc" to zupełna antyteza "Rewersu", tak jakby reżyser zapomniał, czym kiedyś zachwycał publiczność. Jedną z tych cech była umiejętność nieoczywistego podejścia do tematu. W "Rewersie" to był stalinizm, który, …

Źródło: Noizz

"Ciemno, prawie noc" od dziś w kinach – w rolach głównych Buzek …

"Ciemno, prawie noc" to historia dziennikarki Alicji Tabor, która po kilku latach wraca w rodzinne strony. Podczas jej wizyty w mieście dochodzi do porwania trójki dzieci – Andżeliki, Kaliny i Patryka. Kobieta postanawia rozpocząć prywatne śledztwo.

Źródło: Gazeta.pl

Agata Buzek w upiornej rymowance. "Ciemno, prawie noc" od dziś …

Film "Ciemno, prawie noc" jest ekranizacją głośnej powieści Joanny Bator. Wyreżyserowany przez Borysa Lankosza („Rewers”) obraz z Magdaleną Cielecką, Marcinem Dorocińskim, Dawidem Ogrodnikiem i Agatą Buzek od dziś w kinach. Był czarny, czarny …

Źródło: m.niezalezna.pl

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *